|
piątek, 20 marca 2009
Piechota: Odbiorca i twórca
Po konferencji przyłał nam maila Grzegorz Piechota (projekt "News as Conversation", Gazeta Wyborcza): Na początku swojego wystąpienia wyszedłem na scenę z aparatem i zrobiłem zdjęcie swojej publiczności. To symbol zmiany sposobu korzystania z mediów, którą obserwujemy na całym świecie. Odbiorcy mediów coraz częściej stają się ich twórcami i granica pomiędzy obydwoma rolami się zaciera.
Przyszłość papieru
Grzegorz Piechota opowiada o akcjach „Gazety”. Udana obrona doliny Rospudy, gdy chciano przeciąć ją obwodnicą Augustowa - tysiące ludzi podpisało protest, były demonstracje, obóz ekologów na miejscu, a za wszystkim stała „Gazeta” (głównie Adam Wajrak); szkoła fotografii (tysiące ludzi przysłało zdjęcia); listy do ojca (powstała z tego poruszająca książka), akcja solidarności z Tybetem... Potrafimy rozruszać czytelników. Trochę w tym reklamy, ale to też ciekawa opowieść o tym, jak „Gazeta” dostosowuje się do nowych warunków. Piechota jest umiarkowanym optymistą co do przyszłości mediów papierowych, ale taką przyszłość - na to wygląda - mogą mieć tylko media papierowe 2.0. Interaktywne, by użyć tego brzydkiego słowa. Które czytelnicy czytają i współtworzą. Z Stanów do Kazachstanu
Ciekawy wykład Davida Silvera i ciekawe pytanie po nim. Ale najpierw wykład. Silvera (znawcę mediów) i jego przyjaciół zaniepokoiła cisza po 11 września. Wojna z terroryzmem, Irak, Guantanamo, a obywatele nic. - Tak odzwyczaliśmy się od publicznych debat - mówi Silver - że widok grupy Amerykanów zebranych w jednym miejscu i niejedzących niczego jest podejrzany. Silver uznał, że tę ciszę - groźną dla demokracji - należy przerwać. Jak zachęcić ludzi do mówienia/działania? Do zastanowienia się nad demokracją, patriotyzmem, obywatelskością? Spotkania musiały być darmowe, otwarte dla wszystkich i musiały odpowiadać potrzebom lokalnej społeczności. To gdzie? Odpowiedź - biblioteki publiczne, których w USA jest mnóstwo. I tak się stało, Silver od 2004 r. zachęcił ponad tysiąc bibliotek do zrobienia jakiejś akcji - debaty, konkursu poetyckiego, wystawy, cokolwiek organiztorom przyszło do głowy - i wrzuca informacje o tych projektach do sieci. Uczestnicy korzystają z pomysłów innych uczestników, akcja się rozwija. Po wykładzie pytanie zadała dziennikarka z Kazachstanu. - Ale w moim kraju internet jest cenzurowany. Na niektóre strony w ogóle nie można wejść, dostęp do innych jest ograniczony. Co mamy zrobić? Silver, po chwili ciszy: - Nie wiem. Ale porozmawiaj z ludźmi na sali, może oni coś doradzą.
Kolacja z Obamą
Konferencji dzień drugi. Na Amerykanach wielkie wrażenie zrobiła widać historia z gumką (patrz parę notek w dół), bo parę razy do niej nawiązali, ale dziś z PRL przenosimy się do USA. Joe Rospars, odpowiedzialny za sukces Obamy w internecie, opowiada o kampanii. Szła całkiem innym torem niż inne kampanie; te same cele osiągano niecodziennymi metodami. Weźmy pieniądze. Każdy kandydat musi zbierać $, to jasne. Zazwyczaj odbywa się to na zasadzie „zapłać xxx za udział w przyjęciu z kandydatem”. Sztab Obamy postawił na liczbę darczyńców, nie na ilość $ od nich; ogłosił, że nieważne ile wpłacisz, i tak możesz zjeść kolację z Obamą - pod warunkiem, że opiszesz, czemu na niego wpłacasz. Cztery najciekawsze opowieści wygrywają. Pomysł chwycił. Zgłosiły się tysiące ludzi, media trąbiły, kolacja była udana - klip z niej znalazł się w necie. A $ przybywało jakby mimochodem. A teraz spróbujmy to sobie wyobrazić w Polsce. Na zdjęciu: Joe Rospars i prof. David Silver, dyrektor Centrum Informacji o Cyberkulturze przy University of San Francisco "Po prostu"
Paneliści czwartkowego Forum New Media New Democracy podczas dyskusji „Media w Polsce w okresie transformacji” nawiązali kilkakrotnie do tygodnika młodej inteligencji, który zapisał się jako symbol 1956 roku w Polsce. Chodzi o „Po prostu”. Warto napisać o nim kilka zdań.
Dokładnie trzy lata temu, 26 marca 2006 r., na Uniwersytecie Warszawskim odbyło się spotkanie z udziałem redaktorów „Po prostu”. Wcześniej wpadła mi w ręce zapowiedź tego wydarzenia – poszedłem. – Mieliśmy świadomość, że nas zamkną. Losy pisma były przesądzone – oceniał po latach Ryszard Turski, ostatni redaktor naczelny tygodnika „Po prostu”. – Byliśmy poważnym wrogiem nomenklatury. Nie było możliwości kompromisu.
Fenomen „Po prostu” ściśle wiąże się z sytuacją polityczno-społeczną Polski połowy lat pięćdziesiątych; z odwilżą, z nadziejami na reformy w systemie komunistycznym. Jeżeli jednak system okazał się niereformowalny, również dla niezależnego pisma pachnącego świeżością zabrakło miejsca na kontrolowanym przez partię rynku prasowym.
Jak doszło do sytuacji, w której istniejące od 1947 roku pismo, stało celem ataków, adresatem krytyki Władysława Gomułki, który nazywał je „rzecznikiem burżuazyjnej, reakcyjnej ideologii”? Przez lata tygodnik (do 1949 r. dwutygodnik) „Po prostu” nie budził kontrowersji – najpierw jako organ Akademickiego Związku Walki Młodych „Życie”, od 1948 r. – ZG Związku Akademickiego Młodzieży Polskiej, a od połowy 1954 r. – ZG Związku Młodzieży Polskiej. Nie intrygował, nie wzbudzał zainteresowania. Nie był nawet czytany. Żył jako wytwór systemu marnotrawstwa, z którym w ostatnim okresie redakcja podjęła walkę.
czwartek, 19 marca 2009
Nowe media w służbie polityki - rozmowa "Gazety Wyborczej" z Joe Rosparsem
W piątek dyskusja "Cyfrowa demokracja", w której bierze udział Joe Rospars, twórca internetowego sukcesu Baracka Obamy w kampanii prezydenckiej w USA (zobacz program konferencji). Już dziś rozmawiał z nim Vadim Makarenko z Gazety. Jaką rolę odgrywają media - tradycyjne i "nowe" wspieraniu procesów demokratyzacji?
Nad tym zastanawiali się w czasie New Media New Democracy Jacek Michałowski z Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, Alaksei Dzikavitski z telewizja BelSat oraz przedstawicielka Europejskiego Radia dla Białorusi. Prowadził Jim Wolfe, Rzecznik Ambasady USA. Na Białorusi zaledwie 25 proc. obywateli kiedykolwiek korzystało z internetu, zdecydowana większość przez wolne łącze, które nie pozwala np. odtwarzać filmów. Lokalne inicjatywy są dławione, a młodzież dopiero zachęca się do korzystania z niezależnej informacji. Na przykład tu: Głos z sali: - Na forum internetowym jednej z polskich telewizji wycinane są komentarze przeciwne prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. To telewizja propremierowska. Nasze forum na wyborcza.pl jest w pełni demokratyczne. Najwięcej forumowicze walą w nas;) Jak przy pomocy gumy od majtek obaliliśmy komunizm?
Na zdjęciu: Witold Łuczywo, szef poligrafii "Robotnika" (z lewej), i Andrzej Zieliński pokazują, jak drukowali pismo. Warszawa, 24 września 2006 r., sesja z okazji 30. rocznicy powstania KOR-u (Fot. Albert Zawada / AG). Bratkowski: Media nie są żadną władzą
Według Stefana Bratkowskiego, istnieje problem funkcji mediów ogólnodostępnych: - Używamy pojęcia czwarta władza. Nie podoba mi się ambicja zostania przez media jedną z władz, która chce kreować lub niszczyć organa lub ludzi innych władz. To sprzeczne z powołaniem, mamy reprezentować opinię publiczną, a nie jedną z władz. Mam nadzieją, że zdrowa konkurencja wyleczy naszych kolegów z tych ambicji. Ważna jest kwestia wspólnej samokontroli mediów w stosunku do tego, co emitujemy. Trzeba też ograniczyć emisje wzorców przemocy, by nie miały miejsca takie strzelaniny jak ostatnio w niemieckiej szkole. Bratkowski powiedział jeszcze jedną ciekawą rzecz: że powinniśmy nauczyć się mówienia o sukcesie, o drodze dochodzenia do sukcesu, „tak jak Amerykanie nauczyli się mówić o Fordach, Edisonach”. Święta racja. My też mieliśmy swoich, powiedzmy, Blochów. A kto to dzisiej wie, kim był Jan Gotlib Bloch, "król kolei żelaznych"? Bratkowski: Dlaczego w mediach zwalniają z pracy?
- W tej chwili zwalniają sporo ludzi w mediach, ale nie jest to wynik kryzysu finansowego, tylko kryzysu mediów – tłumaczył nestor polskiego dziennikarstwa Stefan Bratkowski. - To nowe zjawiska, o których się w ogóle nie mówi. Według Bratkowskiego, zwalniani dziennikarze mogliby pomóc dziennikarzom obywatelskim formować się w gazety internetowe i konkurować z gazetami, z których wcześniej zostali wyrzuceni. Bo, jak powiedział Bratkowski, przyszłość to dziennikarstwo obywatelskie. Co się stanie z gazetami? - Zejdą z ceny i będą konkurowały treścią. – Niestety Bratkowski nie wyjaśnił, skąd gazety wezmą na swoje utrzymanie, jeśli miałyby rozchodzić się za darmo. Przecież wygląda na to, że – przy mniejszych dochodach z reklam – prędzej zdrożeją. Bratkowski kreśli wizję przyszłości: - Nie jesteśmy jeszcze w połowie rewolucji informatycznej. Mamy przed sobą kolejne przewroty, w tym pojawienie się elektronicznych gazet. Tego chyba wyobrażać sobie już nie trzeba. Przy rozwoju mediów elektronicznych problemem będzie, zdaniem Bratkowskiego, utrzymanie porządku w eterze, by emitenci nie szkodzili sobie nawzajem. |
|